Pitbike to nie tylko adrenalina, błoto i spaliny. To także pasja, determinacja i radość z jazdy, które nie znają płci ani wieku. Coraz więcej kobiet w Polsce i na świecie wsiada na mini motocykle, pokazując, że tor off-roadowy, czy asfaltowy jest miejscem dla każdego, kto kocha prędkość i wyzwania. Od nastolatek stawiających pierwsze kroki w off-roadzie, po dojrzałe kobiety, które po pracy i obowiązkach rodzinnych zakładają kask i ruszają na tor – każda z nich pisze swoją historię na dwóch kołach.
Kobiety w Pitbike – siła, która rośnie i zmienia oblicze tego sportu.
W off-roadzie błoto nie odstrasza, a w Supermoto asfalt nie ogranicza. Niezależnie od wieku, doświadczenia czy życiowej sytuacji, każda kobieta może znaleźć w Pitbike coś dla siebie: wolność, rywalizację, wspólnotę i ogromną satysfakcję.
Aby pokazać, jak różnorodne są kobiece historie w tym świecie, oddajemy głos dwóm zawodniczkom – jednej z off-roadu, drugiej z asfaltu. Ich wypowiedzi są dowodem na to, że Pitbike to przestrzeń otwarta dla każdej kobiety, która chce poczuć wiatr na twarzy i moc silnika pod sobą.


Maja Matuszewska #291
,,Cześć! Moja przygoda z Pitbike zaczęła się z czystej ciekawości – wystarczyła jedna jazda, żebym wiedziała, że tor to moje miejsce. Zafascynowały mnie emocje: prędkość, adrenalina i to uczucie, że masz pełną kontrolę nad motocyklem. Na początku spotkałam się ze stereotypami, że to nie sport dla dziewczyn, ale szybko pokazałam, że liczą się umiejętności, a nie płeć. Jazda daje mi poczucie wolności i ogromny rozwój. Z każdym treningiem chcę być lepsza. Przed jazdą trenuję siłę, równowagę i skupiam głowę tylko na torze, bo w tym sporcie mental jest równie ważny jak kondycja, a nauczył mnie tego mój trener Kuba Majchrzak. Każdy trening uczy mnie, że siła nie polega na tym, że nie upadasz ale na tym, że zawsze wstajesz i jedziesz dalej. Widzę, że coraz więcej dziewczyn pojawia się na torach i to jest super. Środowisko Pitbike bardzo się zmienia i staje się coraz bardziej otwarte. Zawodnicy i trenerzy zazwyczaj reagują z szacunkiem, kiedy widzą, jak walczymy o swoje. Ja sama miałam momenty trudne – na początku sezonu nic nie wychodziło, sprzęt się psuł, ale nie odpuściłam i pod koniec pokazałam, na co mnie stać. Bez wsparcia nie ma jazdy z serca – od samego początku miałam wokół siebie ludzi, którzy wierzyli we mnie bardziej niż ja sama na początku wierzyłam. Rodzina odgrywa ogromną rolę, to oni byli ze mną na każdym treningu, w błocie, w deszczu, z termosami i ciepłymi słowami, kiedy coś nie szło. Zamiast pytać „po co ci to?” mówili „jedź dalej”.


Trenerzy? To osobny rozdział. To oni – Kuba Majchrzak, Andżelika Lisiak, Marcin Jędrzejczyk, Michał Bereś – pokazali mi, że nie wystarczy mieć talent ale trzeba mieć też charakter. Czasem było ostro, czasem bolało ego, ale właśnie dzięki temu nauczyłam się walczyć do końca. Każda ich uwaga, każdy trening, każda motywacja. To cegły, z których buduję siebie jako zawodniczkę. Dziś wiem jedno bez ich wsparcia, cierpliwości i wiary nie byłoby mnie tu, gdzie jestem. Bo za każdym zawodnikiem stoi ktoś, kto pomógł mu uwierzyć, że potrafi. Marzę o tym, żeby iść jeszcze wyżej, walczyć o podium i inspirować kolejne dziewczyny. Na torze nauczyłam się odwagi, cierpliwości i tego, że największe zwycięstwa rodzą się z ciężkiej pracy. Bywa trudno – kontuzje, błędy, problemy ze sprzętem ale kiedy poprawiasz swój czas choćby o ułamek sekundy, to czujesz, że idziesz do przodu. Dzięki Pitbike zobaczyłam, jak bardzo wspierające potrafi być środowisko motorsportu. Coraz więcej dziewczyn staje na starcie i to jest piękne, bo każda z nas pokazuje, że pasja nie ma płci. Bycie kobietą w świecie Pitbike to moim zdaniem coś więcej niż tylko udział w sportowej dyscyplinie. To przełamywanie stereotypów, pokazywanie siły, pasji i odwagi i inspirowanie innych dziewczyn, by sięgały po to co je kręci – nawet jeśli to „męska” dziedzina. Moim marzeniem jest ciągle się rozwijać, walczyć o podium i inspirować kolejne dziewczyny, żeby odważyły się spełniać swoje marzenia. Bo jeśli kochasz to, co robisz – nie daj sobie wmówić, że nie możesz. Wrzucasz bieg i jedziesz po swoje.”
Choć off-road i Supermoto różnią się nawierzchnią, łączy je jedno: pasja. Młode dziewczyny uczą się techniki jazdy w trudnym terenie, budując pewność siebie i siłę charakteru. Dorosłe kobiety, często po latach przerwy, wracają do sportu lub odkrywają go na nowo – pokazując, że nigdy nie jest za późno, by zacząć. Kolejnym dowodem na to, że Kobiety dają radę jest wypowiedź Agnieszki:


Agnieszka Moskal #570
,,Moja przygoda z PitBike zaczęła się w styczniu zeszłego roku, kiedy mąż kupił nam dwa motocykle z okazji naszej 13. rocznicy. Miał to być sposób na podszkolenie mojej techniki jazdy, której właściwie nie miałam -wcześniej jeździłam torową 250-tką, ale po wypadku straciłam pewność siebie. Od marca zaczęłam wracać na właściwe tory, dosłownie i w przenośni, pokonując swoje demony właśnie na PitBike’u. Sport towarzyszy mi od zawsze – jedne trenowałam wyczynowo, inne rekreacyjnie. Tata był sportowcem i motocyklistą, więc chyba mam to po nim. A adrenalina? Zdecydowanie jestem od niej uzależniona. Gdy jeździłam na 250-tce, często słyszałam: „co ta baba umie?” – dopiero gdy dotknęłam kolanem asfaltu, zyskałam szacunek. Fizycznie ten rok był trudniejszy – firma i rodzina pochłonęły mój czas, ale jeździłam, ile się dało. Ku mojemu zaskoczeniu, mimo mniejszej intensywności, jeździłam lepiej i szybciej. Wiosenne „kółeczka na placyku” zaprocentowały. Mentalnie ogromne wsparcie dał mi mąż – mój Valentino Rossi. Po track day’ach siadamy wieczorem, analizujemy zakręty, błędy, szukamy sposobów na poprawę czasu. Uwielbiam te nasze rozmowy. Miała to być zabawa, ale jako sportowiec wiedziałam, że włączy mi się rywalizacja. I choć jestem kobietą przed czterdziestką, mam firmę, dzieci, męża – udało się. W zeszłym roku wystartowałam, bo mąż miał kontuzję i zajął się domem, a ja treningami.


Okazało się, że coś tam umiem. W tym roku mąż był już sprawny, więc jeździł ze mną na każdą rundę, przygotowywał motocykl. Poczułam, że mogę się spełniać, marzyć, robić coś dla siebie. Choć kosztowało mnie to stres, łzy, kontuzje i prawie każdą rundę kończyłam na SOR-że. Postanowiłam, że choć raz zrobię coś od początku do końca dla siebie. Mój mental się zmienił. Wierzę w siebie, mam większe poczucie własnej wartości. Wiem, że mogę liczyć na męża – opieprzy, naprawi, poda szklankę wody, gdy leżę poobijana. Zyskałam więcej niż puchary. Zwieńczeniem tego wszystkiego jest fakt, że kończę sezon na pierwszym miejscu. Niektórzy się śmieją, że wzięłam to za bardzo na poważnie – ale co oni o mnie wiedzą? Tylko ja i mój mąż wiemy, ile poświęciłam. Nie musimy nic udowadniać. Faceci na torze nie patrzą na nas źle, to my same bywamy dla siebie zbyt surowe. Ja już osiągnęłam, co chciałam. Wracam do większego motocykla, ale tylko na torze. Na PitBike jeszcze wrócę. Z pozoru to łatwe, ale jak się spróbuje, okazuje się, że jazda na kolanie to nie bułka z masłem. Kobiety z mojego otoczenia mówią, że mnie podziwiają, że zerwałam stereotyp matki, że jestem dla nich jak superbohaterka. A ja? Uważam, że nic wielkiego nie zrobiłam – po prostu mam coś z głową. Mama pomagała mi z córkami, mąż poświęcił zimę na przygotowanie sprzętu, załatwiał części, naprawiał po nocach. Jego wsparcie jest dla mnie bezcenne. Znosił moje humory, łzy, motywował. Startowanie razem z nim to coś pięknego, czuję, że razem jesteśmy niepokonani. Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się nie spróbowało. Emocje przed startem? Kosmos. Na początku miałam mdłości, panikę, a potem… cisza, spokój, wystrzał adrenaliny. To uzależnia. Co myślą o mnie inni? Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale słysząc, co mówią – myślę, że mogę być inspiracją. Pokazałam, że ciężką pracą i determinacją można osiągnąć coś wielkiego, nawet będąc mamą, żoną, kobietą po trzydziestce.Być sobą. Kobieta to siła.’’
Historie zawodniczek pokazują, że Pitbike to nie tylko sport, to przestrzeń, w której kobiety mogą się rozwijać, przełamywać własne bariery i odnajdywać siebie na nowo. Niezależnie od wieku, doświadczenia czy życiowych ról, każda z nas może wsiąść na motocykl i poczuć, że naprawdę żyje. Nie musimy niczego udowadniać – ani sobie, ani innym. Ale możemy inspirować, wspierać się nawzajem i pokazywać, że marzenia są po to, by je realizować. Pitbike to nie tylko adrenalina i rywalizacja – to także wspólnota, pasja i siła, która drzemie w każdej kobiecie. Jeśli kiedykolwiek myślałaś, że to nie dla Ciebie, pomyśl jeszcze raz. Może właśnie teraz jest ten moment, by zrobić coś tylko dla siebie. Założyć kask, odpalić silnik i ruszyć po własne marzenia. Bo kobieta na PitBike’u to nie wyjątek. To przyszłość.






