Zapytaj dziesięciu zawodników w padoku, dlaczego stoją na bramce startowej, a usłyszysz dziesięć różnych historii. Dla jednego to ucieczka od codziennej rutyny, dla innego czysta chęć zaspokojenia głodu rywalizacji, a dla jeszcze innego – po prostu spotkanie z motocyklową rodziną. Choć różni ich wiek, doświadczenie i budżet, łączy jedno: potężny głód adrenaliny, którego nie da się zaspokoić na zwykłym treningu. Oddajmy głos tym, którzy tworzą tę dyscyplinę. Dlaczego tak naprawdę co weekend ryzykujemy glebę i zostawiamy serce na torze? Oto co na pytanie „Jeżdżę na zawodach, bo…” odpowiedzieli sami zawodnicy.


Maja Matuszewska #291
Jeżdżę na zawodach, bo to daje mi coś, czego nie da się porównać z niczym innym. Adrenalina przed startem, skupienie na pierwszym zakręcie i walka o każdy metr toru sprawiają, że za każdym razem chcę wracać po więcej. Pitbike’i pojawiły się w moim życiu z czystej zajawki, ale bardzo szybko stały się czymś dużo większym – sposobem na rozwój, rywalizację i poznawanie ludzi, którzy mają tę samą pasję.
Na torze liczą się charakter, regularność i praca nad sobą. Każdy trening i każde zawody uczą czegoś nowego. Nawet gorsze momenty motywują do tego, żeby wrócić mocniejszym. Największą satysfakcję daje mi świadomość, że z wyścigu na wyścig robię progres i mogę sprawdzać swoje możliwości w rywalizacji z innymi zawodnikami.
Kocham atmosferę zawodów – od przygotowań w paddocku, przez emocje na starcie, aż po moment, kiedy zjeżdża się z toru po wyścigu. To sport, który daje ogromne emocje i zostawia wspomnienia na całe życie. Dla mnie pit bike to nie tylko jazda, ale styl życia i pasja, która cały czas napędza mnie do działania.


Igor Nowicki #394
Jeżdżę na zawodach, bo właśnie wtedy czuję się spełniony – rywalizacja napędza mnie do działania. Codziennie staram się być o 1% lepszy niż poprzedniego dnia. Nawet mimo słabszego wyniku nie poddaję się – analizuję błędy, wyciągam wnioski i trenuję dalej. Na torze czuję adrenalinę. Stojąc przy bramce, odczuwam stres, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy na pierwszym zakręcie, ale odpalając motocykl chwilę przed startem, wiem, że to jest właśnie to, co kocham robić i czemu chcę się oddawać. Moja przygoda zaczęła się 8 lat temu, kiedy na Gwiazdkę dostałem małego quada, później był motocykl, a potem pojechałem na pierwszy trening nieopodal Leszna i tak się wkręciłem.


Wojtek Janowski #602
Jeżdżę na zawodach już drugi sezon, bo daje mi to coś, czego trudno doświadczyć w codziennym życiu i na zwykłych treningach. Rywalizacja motywuje mnie do ciągłego rozwoju, pokonywania własnych słabości i przekraczania granic, które wcześniej wydawały mi się nieosiągalne. Każde zawody są dla mnie okazją do sprawdzenia swoich umiejętności, zdobycia nowych doświadczeń i zmierzenia się z innymi zawodnikami, którzy tak samo jak ja wkładają wiele pracy w przygotowania.
Moja przygoda ze startami zaczęła się od zwykłej pasji do jazdy. Z czasem zauważyłem, że samo trenowanie nie daje mi już takiej satysfakcji jak możliwość sprawdzenia się w prawdziwej rywalizacji. Pierwsze zawody wiązały się z ogromnym stresem, ale także z ekscytacją i adrenaliną. To właśnie te emocje sprawiły, że chciałem wracać na tor i stawać na starcie kolejnych wyścigów.
Na torze liczy się pełne skupienie. W takich momentach wszystkie codzienne problemy schodzą na dalszy plan, a najważniejsze stają się technika, koncentracja i walka o jak najlepszy wynik. Niezależnie od tego, czy kończę zawody na podium, czy zajmuję dalsze miejsce, zawsze wynoszę z nich cenną lekcję. Uczę się swoich mocnych stron, ale również wyciągam wnioski z gorszych startów, które mogę poprawić podczas kolejnych treningów.


Zawody dają mi także możliwość poznawania ludzi, którzy podzielają tę samą pasję. Wspólne wyjazdy, rozmowy, wymiana doświadczeń i wzajemne wsparcie tworzą wyjątkową atmosferę, której trudno szukać gdzie indziej. Dzięki temu sport stał się dla mnie nie tylko sposobem na spędzanie wolnego czasu, ale również ważną częścią życia.
Największą satysfakcję daje mi jednak świadomość, że każdy start jest efektem wielu godzin ciężkiej pracy, wyrzeczeń i zaangażowania.
Kiedy staję na linii startu, wiem, że zrobiłem wszystko, aby jak najlepiej się przygotować. To poczucie, połączone z emocjami rywalizacji i radością z osiąganych postępów, sprawia, że wciąż chcę startować i rozwijać się dalej. Właśnie dlatego jeżdżę na zawodach – nie tylko dla wyników, ale przede wszystkim dla pasji, emocji i możliwości ciągłego stawania się lepszą wersją siebie.
Dziękuję bardzo moim rodzicom i siostrze, ponieważ bardzo mnie wspierają w tym, co robię, a wiem, że to dla nich również kosztuje wiele wyrzeczeń.


Olek Składanek #808
Jeżdżę na zawodach, bo kocham to od dziecka i zawsze było to moim wielkim marzeniem. Na zawodach czuję, że to jest miejsce, w którym powinienem się znajdować – wtedy niczego więcej mi nie potrzeba. Motocykle, radość z wygranej i ludzie dookoła – to jest właśnie to, co kocham w tym wszystkim najbardziej. Wiem, że to właściwe miejsce dla mnie.
Nie zawsze bywało łatwo, czasami bywało boleśnie, ale właśnie chęć dążenia do sukcesu napędza mnie jeszcze bardziej do tego, aby walczyć o jak najlepsze wyniki i cieszyć się z osiągnięć. Zawody to miejsce, gdzie można naprawdę miło spędzić czas z bliskimi ludźmi – i to nie tylko z pobliskiego toru, na którym trenujesz na co dzień, lecz z całej Polski. Zachęcę każdego, kto tylko ma odwagę i posiada pitbike’a, bo gwarantuję, że atmosfera na pewno Wam się spodoba!
Pozdrawiam, Aleksander Składanek
Przeglądając te wszystkie historie, trudno nie dojść do jednego wniosku: zawody pitbike to znacznie więcej niż tylko ściganie na małych motocyklach. Choć każdy z zawodników startuje z innego pułapu, ma inny wiek i cele na sezon, to pod kaskami kryją się dokładnie te same emocje. Głód adrenaliny, chęć ciągłego stawania się lepszą wersją samego siebie i ten nieopisany miks stresu z ekscytacją tuż przed opadnięciem bramki startowej – to rzeczy, które uzależniają i łączą całe paddockowe środowisko. Ale wyścigi to nie tylko walka na łokcie w pierwszym zakręcie. To przede wszystkim ludzie – od najbliższej rodziny, która ponosi masę wyrzeczeń, po rywali z toru, którzy po zjechaniu do boksów stają się najlepszymi kumplami z całej Polski. To styl życia oparty na ciężkiej pracy, wyciąganiu wniosków z porażek i świętowaniu najmniejszych sukcesów. Jeśli więc wciąż zastanawiasz się, czy warto zamienić samotne treningi wokół komina na prawdziwą rywalizację pod taśmą – odpowiedź brzmi: tak. Strach i niepewność mijają w ułamku sekundy, gdy tylko odpalisz silnik na starcie. Do zobaczenia na torze!



